Manufaktura Żywioły – Skąd taka nazwa?

Manufaktura Żywioły – Skąd taka nazwa?

wpis w: BLOG, Od zera | 0

Jakoś tak jest, że lubimy wszystko nazywać. Nazwa oswaja, tworzy więź. Sprawia, że zaczynamy inaczej patrzeć na coś co posiada swój unikalny tytuł, czy też wyjątkowe miano. Historia nazwy Manufaktura Żywioły jest w jakiś sposób niezwykła, a stoi za nią marzenie.

Zanim jednak przejdę do właściwej opowieści pozwólcie, że rzucimy najpierw okiem na kilka definicji.

 

Manufaktura:

1. wczesnokapitalistyczna forma produkcji oparta na podziale pracy i technice ręcznej;
2. przedsiębiorstwo przemysłowe oparte na takiej formie produkcji, niebędące już warsztatem rzemieślniczym, a jeszcze nie fabryką;
3. dawniej: praca rękodzielnicza; rękodzielnictwo, rękodzieło;
4. dawniej, zwykle w liczbie mnogiej: wyroby przemysłu tekstylnego; tkaniny

(Słownik Języka Polskiego)

Miłe złego początki…
Ildefons

Gdy długo o czymś myślę, to wraca to do mnie w snach. Tak było też z Manufakturą… ale od początku. Odkąd pamiętam lubiłem tworzyć. Lubiłem nadawać nowe funkcje zwyczajnym przedmiotom. Jak za dzieciaka, gdy patyk na podwórku był najlepszym karabinem, mieczem, wykrywaczem metalu i wszystkim tym, co tylko wymarzyłem. Najfajniejsze w tym było to, że nie trzeba było tłumaczyć kolegom, że patyk jest karabinem, bo to było jasne dla wszystkich. Tworzenie jako takie zaczynało się wraz z zanikiem dziecięcej naiwności i elastyczności. Pierwsze były drewniane miecze na działce u babci. Później łuki z leszczyny i sznurka. Wraz z wiekiem przychodziły nowe zainteresowania, ot pojawiło się chociażby modelarstwo plastikowe i papierowe. Następnie przyszło malowanie figurek do gier bitewnych w czasach gdy olbrzymią popularnością cieszyła się filmowa adaptacja Władcy Pierścieni. Później popsułem kilka rzeczy, by zrobić z nich coś innego. Choćby stare wędki zostały dawcami części, z których powstawały miecze świetlne…

Jednymi słowy byłem kreatywnym dzieckiem, a potem młodzieńcem.

 

manufaktura
Karwasze

Trzy lata temu w moim życiu pojawił się ktoś, dla kogo mogłem tworzyć. Wspaniała istota, która uwielbia muzykę, fantastykę i konie. W tamtym momencie zacząłem się bardziej starać, choć większość moich projektów była… budżetowa. Tak powstały karwasze, skromna pirografia, czy wreszcie Ildefons – pierwszy smok. To właśnie w tym czasie w mojej głowie zrodziła się myśl – przecież z tego można by żyć… Zacząłem o tym myśleć. Zapisałem kilka pomysłów, ale studia, brak kasy i czegoś, co można by nazwać chociaż skromnym warsztatem sprawiały, że cały projekt trafił na półkę „Pomysły na później”.

Nazwa

Choć zdawałem sobie sprawę z nierealności tego pomysłu w tamtej chwili, często wracałem do niego myślami, zwłaszcza gdy przeglądałem Pinterest (wydaje mi się, że jestem delikatnie uzależniony od tego serwisu społecznościowego, to doskonałe źródło inspiracji i katalog pomysłów). Pewnej nocy miałem sen. Śniłem o pracy z witrażami. (Zawsze fascynowały mnie witraże i to jak załamywało się na nich światło, jak mieniły się w słońcu, tak samo zresztą jest z mozaikami, ciche fascynacje). W tym śnie pojawiła się nazwa – Manufaktura Żywioły. Po przebudzeniu zapisałem ją. To było właśnie to – doskonała nazwa, która od tamtej chwili zaczęła mieć dla mnie duże znaczenie.

manufaktura
Pirografia
Jak zdefiniowałem Manufakturę?

Wracając do definicji… Niby jedno słowo, a tyle znaczeń. Podobał mi się ogólny wydźwięk nazwy, ale sama manufaktura nastręczyła pewnych trudności. Moja interpretacja to rękodzieło i tego będę się trzymać. Co do żywiołów, to będę się nimi posługiwać w procesie tworzenia. Ogień i ziemia to zarówno witraże, jak i mozaiki. Powietrze przyda się przy rekwizytach, choćby przy użyciu opalarki. Woda potrzebna jest niemal zawsze. Ponadto z żywiołami związana będzie tematyka części moich prac. Głowę mam pełną pomysłów. Teraz trzeba zacząć wcielać je powoli w życie.

Tak w skrócie wygląda historia Manufaktury, jeszcze w mojej głowie. Czym Manufaktura się stanie ostatecznie, to już zależy od zbytu moich wytworów. Czy będę tworzyć więcej rekwizytów, czy ciężar spocznie na mozaikach, czy może na witrażach, o których na razie tylko marzę – czas pokaże. 🙂

 

Zostaw Komentarz